piątek, 18 maja 2012
"[...] Tęsknił za rytmem roku akademickiego tak, jak rolnik mógłby tęsknić za różnicami między porami roku, gdyby nagle ich zabrakło; okazało się też, że tęskni za rozkładem tygodnia pracy, za kalendarzem pełnym zajęć dydaktycznych, za spotkaniami z doktorantami, poprawianiem esejów, zebraniami wydziałowymi, rozmowami i terminami na napisanie tego czy innego sprawozdania, zadaniami, na które kiedyś zwykł narzekać, lecz których wykonywanie, choć były drobne i błahe, sprawiało, że nigdy, przenigdy, nie musiał sobie zadawać pytania: Co ja dzisiaj ze sobą zrobię? Na emeryturze musiał zadawać sobie to pytanie codziennie rano po przebudzeniu". David Lodge, Skazani na ciszę, tłum. J. Kozłowski, Rebis, Poznań 2008, s. 40.
piątek, 11 maja 2012
środa, 09 maja 2012
"We Francji bowiem, w przeciwieństwie do Polski, historyk literatury to także ktoś, kto potrafi świetnie pisać, kto nie boi się pisać i kto z pisania czerpie pełną przyjemność. Z tego powodu tak bardzo lubię Rolanda Barthesa, którego tak bardzo nie lubi wielu poważnych historyków literatury. Otóż to Barthes właśnie nie wstydził się powiedzieć dwóch rzeczy, które codziennie przed lustrem powinni powtarzać sobie polscy literaturoznawcy: że pisanie sprawia im przyjemność i że literatura jest ich osobistą sprawą. Wtedy zniknęłyby wszystkie kompleksy, resentymenty, a drętwe rozprawy pokryłby kurz niepamięci. Tak, tego Francuzom należy zdecydowanie zazdrościć: poczucia, że komentowanie literatury także powinno być literaturą". Michał Paweł Markowski, Czy kultura francuska przestała być "dogmatem"?, "Dekada Literacka" 2001, nr 3-4.
niedziela, 06 maja 2012
"Idealny czytelnik zmienia się z wiekiem. Czternastoletni idealny czytelnik 'Dwudziestu wierszy o miłości' Pabla Nerudy nie jest ich idealnym czytelnikiem, gdy przekroczy trzydziestkę. Doświadczenie stępia niektóre lektury". Alberto Manguel, Notatki do definicji idealnego czytelnika
środa, 02 maja 2012
piątek, 27 kwietnia 2012
"Czytelnik, który nie przebrnie poza Stronę Guermantes, nie zna właściwie ani diuszesy de Guermantes, ani barona Charlus, ani nawet samego narratora. Proust przydaje swoim postaciom wymiar czasu; człowiek - zdaje się mówić - nigdy nie poznaje innego człowieka 'raz na zawsze': pojęcie, jakie ma o bliźnim, zmienia się wraz z nim samym. Tak więc zarówno obserwowana postać, jak ten, co tę postać obserwuje, przekształcają się w czasie: na jaw wychodzą cechy coraz to bardziej niespodziewane [...]. Proust więc nie tyle fotografuje, ile filmuje swe postaci: spostrzeżenia całkują się w portret, który nigdy nie będzie zupełny ani obiektywny, ponieważ obserwator, zmieniając się w trakcie obserwacji, widzi ludzi tylko w granicach swego chwilowego rozumienia. Umie jednak nakreślić ogólne prawa, rządzące 'statystycznie' ludzkim postępowaniem; jak uczony, który wie, w jakich warunkach uda mu się eksperyment, Marcel zdaje sobie sprawę, dlaczego rozumie ludzi albo - nie rozumie; dlaczego umyka mu tożsamość człowieka, wewnętrzna jego istota, jednocześnie zaś potrafi przewidzieć postępowanie i odgadnąć pobudki czynów lub uwarunkowanie poglądów". Jan Błoński, Widzieć jasno w zachwyceniu: Szkic literacki o twórczości Prousta, PIW, Warszawa 1965, s. 22-23.
środa, 25 kwietnia 2012
Uriel Sinai kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny powrócił do jej ofiar. Stworzył cykl minimalistycznych portretów, których bohaterami są byli więźniowie Auschwitz. Te oszczędne fotografie same w sobie mają bardzo dużą siłę rażenia, ale warto zwrócić uwagę na komentarze, którymi są opatrzone i dostrzec fakt, że słowo wzmacnia tu jeszcze obraz. Pdf (po ang.) dostępny jest tutaj, część zaś zdjęć z komentarzem przetłumaczonym na rosyjski można znaleźć tu.
wtorek, 24 kwietnia 2012
sobota, 21 kwietnia 2012
"Metodą na to, żeby niczego się nie nauczyć, pracując nad czymś - jest przeskakiwanie z jednego dzieła do drugiego albo czytanie zbyt wiele naraz. Kartkowałem 20 razy książkę historyczną, zamiast przeczytać ją uważnie. W ten sposób odnalazłem przepis na wieczne zaczytanie od nowa. Trzeba to zmienić. Tak bardzo chciałbym równocześnie tyle rzeczy czytać i tylu rzeczy się nauczyć, że aż paraliżuje mnie zniechęcenie i nie mogę w mojej pracy zmusić się do skupienia się na jednym temacie, i nie mam śmiałości znów zaczynać. [...] Od dziś postanawiam studiować pilnie swoje wykłady; nie domknąłem jeszcze procesu ograniczania się, choć wielokrotnie robiłem takie projekty. Zobaczymy, czy tym razem będzie lepiej". Henri-Frédéric Amiel, zapis z dn. 24 czerwca 1839 r., otwierający jego dziennik. Cyt. za: Philippe Lejeune, Cztery początki: Jak zaczynają się dzienniki [w:] "Drogi zeszycie...", "drogi ekranie...": O dziennikach osobistych, tłum. A. Karpowicz i M. i P. Rodakowie, Wydawnictwo UW, Warszawa 2010, s. 80-82. Fragment w przekładzie Agnieszki Karpowicz. Pomijam analizę Lejeune'a.
piątek, 20 kwietnia 2012
|
Zakładki:
Czyt(yw)ane
Filmowo
Książkowo
Nucę pod nosem
Szablon jest stąd :-)
Zaglądam :-)
Czytelnicze wyzwania
(D)o mnie
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||