|
Blog > Komentarze do wpisu
Sen"17 I 1950. Wtorek Miałam dziś koszmarny sen. Śniło mi się, że w Polsce zapanowała jakaś epidemia, wskutek której rząd nie mógł wysyłać książek na wystawę w Paryżu. Jakiś uczony wynalazł środek przeciwko tej epidemii, polegający na tym, że zamiast szczepionki ochronnej dawano zagrożonym jedzenie pomieszane z owym lekarstwem, tak trującym, że szanse uodpornienia na chorobę były takie same, jak szanse na nagłą śmierć w męczarniach od zatrucia. Pognano nas, całą gromadę ludzi, pod eskortą policji do jakiejś instytucji państwowej mającej na nas wypróbować owo lekarstwo. Zdaje mi się, że pognano wszystkich literatów, że niby ich uodpornienie pozwoli wysłać owe książki na tę wystawę. Ale widziałam w tym tłumie same kobiety, szłyśmy parami, nastrój był jak z opisu gnanych do gazowania w Treblince. Zapędzono nas do wielkiej pięknej sali z małymi stolikami, niby do restauracji, gdzie miano podawać ów zatruty posiłek. Były nawet kartki z wypisanym menu. Miałyśmy spożyć dwie potrawy: jedna - groszek z amonem (tak!), druga, której nazwy zaraz po przebudzeniu zapomniałam. Straszna męczarnia, jak udać, żeśmy zjadły, a nie zjeść. Mam wrażenie, że ja zjadłam jednak ów groszek i jakoś nic mi się nie stało. Ale w panicznym przerażeniu zobaczyłam, że inne uczestniczki tej makabry mdleją i umierają. Z daleka zobaczyłam Annę, śmiertelnie bladą i wymiotującą. Rzuciłam się, żeby ją ratować, i obudziłam się ze zgrozy. Oto jak wygląda w snach prawda naszych czasów". Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne 1945-1964, t. II 1950-1954, wybór, wstęp i opr. T. Drewnowski, Czytelnik, Warszawa 1996, s. 11. środa, 22 lutego 2012, temprana
TrackBack
|
|