mania kryptocytatu i cytatu, który jest okrężnym, paradoksalnie może najbardziej intymnym sposobem osobistej ekspresji - sformułowanie od Bieńczyka pożyczone
Blog > Komentarze do wpisu

"Ostatnia wieczerza"

Paweł Huelle, "Ostatnia wieczerza", Znak, Kraków 2007.

Kilka lat temu Chwin Stefan popełnił "Żonę prezydenta". Miałam wątpliwą przyjemność przeczytać tę książkę w trakcie wakacji w Gdańsku. Political fiction, nie najlepszej zresztą jakości. Konsekwentny element rozwoju stylistyki Chwina, wyraźne zerwanie z kategoriami, w jakie chcieli go wtłoczyć recenzenci. (Opowiadał zresztą o tym samym, z właściwą sobie swadą, w jednym z wywiadów). W efekcie powstało coś niewydarzonego - przynajmniej takie miałam odczucie. Recenzji nigdy nie napisałam, pozostało tylko jedno bardzo mocne przekonanie, którego dziś bez ponownej lektury nie byłabym w stanie porządnie uargumentować: publicystyka podszywająca się pod literaturę. I żal tym większy, że posługuje się tą metodą ktoś, kto zarazem świetnie pisze - szkoda takiego pióra na tego typu wprawki. "Ostatnia wieczerza" przypomniała mi tamte odczucia. Mimo że to powieść tak różna, to jednak pod tym względem - problem podobny. Aż za bardzo.

"[...] Ktoś krzyknął: 'ohyda! skandal! świństwo!", ale był w zupełnej mniejszości i nie podjęto w związku z tym protestu, bo nawet ci, którym się ów performance nie wydawał zbyt odkrywczy, chcieli oglądać akcję, ciekawi, co też będzie dalej. Otóż dalej nie wydarzyło się nic szczególnego [...]" - wyjmowanie fragmentów ze środka, wyrywanie ich z kontekstu nie jest może zabiegiem najładniejszym, ale tutaj zdaje się celowe - te bowiem słowa z powieści Huellego wydają się zarazem być do niej jednym z najcelniejszych komentarzy. Tęsknota za prawdziwą polską współczesną powieścią tli się bowiem zarówno w sercach czytelników, jak i literaturoznawców czy krytyków - a i w umyśle autora od dawna musiała narastać, tyle że tam może przemieszana z jadowitą satysfakcją i chęcią manifestacji. Zarzucano Huellemu, że za bardzo jest wokół problemów przeszłości skoncentrowany, że nazbyt bawi go odkopywanie historii dawno przebrzmiałych, dziś bez znaczenia, w końcu także i to, że swoją twórczość, w mniejszym bądź większym stopniu, opiera na dziełach innych. Oto więc i odpowiedź. Nie teraźniejszość nawet, lecz pewne wychylenie w przyszłość. I całkowita oryginalność. No, powiedzmy. W każdym razie zupełnie inny Huelle.

Główny problem z tą powieścią tkwi w tym, że trudno powiedzieć, po co została napisana. Nie dlatego, że nie ma tematu. Ma, a jakże. Nawet bardzo wyraziście zarysowany. Co więcej, niejako podwójny - stawia pytania o kondycję sztuki współczesnej (spór między tradycjonalistami, pragnącymi twórczo nawiązywać do klasyków, reprezentowanymi tu przez autora tytułowej "Ostatniej wieczerzy" Mateusza a awangardzistami, którym głos oddany został przez postać demonicznego i odpychającego, a przy tym karykaturalnie komicznego, Inżyniera) i o stan (polskiej) religijności. Pytania więc istotne. Sęk w tym, że odpowiedź, na jaką się zdobywa Huelle, pozbawiona jest już tej wagi. W tym tekście po prostu nic się nie dzieje. Mimo że akcja z pozoru jest tak dynamiczna - w powietrze wylatują sklepy monopolowe, chaos, harmider, korki. I nic więcej. W sporze o sztukę autor z łatwością przyznaje rację miłośnikom tradycji, poszukiwaczy awangardowych rozwiązań co najwyżej wyśmiewa. Religię zaś w "Ostatniej wieczerzy" da się zaś sprowadzić do poziomu kilku ogólników: Boga tak naprawdę nie ma, czego najdobitniejszym dowodem jest przywoływany przez wszystkich recenzentów (wpiszmy się więc w tę tradycję, mimo że nie tworzymy recenzji) końcowy passus powieści, mówiący o nieobecności Jezusa (na tworzonym obrazie), jej oblicze jest albo zafałszowane (jak w wypadku Wybrańskiego, seksoholika, który większość czasu spędza w luksusowym domu publicznym, aby w niedziele wraz z małżonką podążać do świątyni Monsignore'a i tam przyjmować komunię czy Berdy, dla którego konwersja jest o tyle bez znaczenia, że tak naprawdę nie wierzy w nic) albo wykrzywione (postać Monsignore'a, ale i delikatne, niezwykle subtelne aluzje do ojca Rydzyka). Lub też potraktowane instrumentalnie - jak w wypadku rzeczonego Berdy, który na życie zarabiał jako organizator i "duchowy przewodnik Pielgrzymek Prawdy". To świat, w którym nie ma Boga, ale jest nań zapotrzebowanie - tyle że w wersji łatwej, lekkiej i przyjemnej, najlepiej w postaci lekkostrawnego substytutu, smak i aromat maksymalnie zbliżony do pierwowzoru, prawie nie czyni tu żadnej różnicy, skoro i tak nikt już nie pamięta, jak wyglądał oryginał. Dużo tu wielkich słów, podniosłych dyskusji, wiedza teologiczna na poziomie nieosiągalnym dla ogółu i - pustka. Dobrze napisane, tyle że to nic nowego. Diagnoza powtarzana do znudzenia. Huelle mówił w jednym z wywiadów: "Co prawda nie ja wymyśliłem tę diagnozę, ale jestem uczestnikiem tego kryzysu, dopada mnie on, więc nerwowo reaguję i stawiam pytania". Nie widzę w "Ostatniej wieczerzy" tych pytań. Tylko zapis obserwacji. Ale czy w tym celu naprawdę trzeba pisać powieść?

Szeroko zakrojoną, zaplanowaną z rozmachem - a zostawiającą czytelnika z wątpliwościami, do czego to miało prowadzić? Skąd w tej książce wątek Davida Robertsa, jak się ma on do reszty? Po co zapis apokryficznego jego spotkania ze Słowackim? W jakim celu wprowadzane są tu sny? Po co mieszane są czasy i przestrzenie, nakładane na siebie? Skoro do niczego to nie prowadzi? (Znamiennym) zresztą paradoksem jest to, że te scenki, każda o charakterze właściwie autonomicznym, są literacko najciekawsze. Być może zamyślił sobie Huelle "Ostatnią wieczerzę" jako tekst, w którym fikcyjna fabuła miesza się z esejem, swobodnie przechodzi w traktat filozoficzny, aby potem kapryśnie powrócić do pierwotnego zamiaru i swobodnie płynąć takimi meandrami. Być może - brak jednak na to dowodów. Nawet jeśli taki był plan, to ostatecznie widać jedynie niespójność.

To książka bardzo zjadliwa, nie tyle nawet ironiczna, co sarkastyczna. Na pograniczu dobrego smaku, a moim zdaniem już dawno poza nim - i to mnie chyba do niej najbardziej zniechęca. Nie tyle już nawet publicystyka, co osobiste porachunki w poetyce pamfletu, jeśli nie paszkwilu. Huelle nie zostawia suchej nitki na żadnym ze swoich wrogów. Nie sposób tego nie zauważyć. Nie on pierwszy, oczywiście. Tylko to żadne usprawiedliwienie - personalny atak pozostaje niesmaczny, nawet jeśli maskować - czysto kurtuazyjnie (opcja milsza dla autora) czy też aby uniknąć odpowiedzialności prawnej (opcja mniej urocza) - odwołania, zmieniając pojedyncze litery w nazwiskach. Sam siebie w ten sposób skazuje na teraźniejszość. Ataki na prałata Jankowskiego i innych gdańskich prominentów, sławetna Aleja Kaczyńskich czy wreszcie zamieszczone w przypisach uwagi o wypowiedziach współczesnych polityków, które weszły już do języka obiegowego - wszystko to sprawia, że za jakiś czas książka ta będzie zupełnie nieczytelna. I chyba nawet lepiej. Jeżeli ktoś kiedyś ma czytać Huellego, o wiele lepiej zrobi, jeśli zabierze się za "Weisera Dawidka".

Chwin moim zdaniem pisząc "Żonę prezydenta" popełnił błąd, ale następna jego książka, "Dolina Radości", jest dla mnie dowodem na to, że znalazł w pełni własny język, który uwalnia go od obsesyjnego pisania o teraźniejszości i pozwala opowiedzieć o niej w sposób dużo bardziej uniwersalny, bez odżegnywania się od tego, co decydowało o swoistości jego głosu. Mam nadzieję, że Huelle także zrozumie, że napisanie powieści współczesnej wymaga czegoś innego niż sformułowanie rozbudowanego tekstu publicystycznego - przede wszystkim zaś liczę na to, że w następnej jego powieści gorączkowy rozmach i zaangażowanie publicysty będą ujarzmione świadomością pisarza, który winien zdawać sobie sprawę z tego, że pewne stonowanie jest w literaturze niezbędne.

---
"Czy w swej nowej książce Paweł Huelle poniósł klęskę?" pyta Dariusz Nowacki w "Tygodniku", mniej krytycznie, chociaż nie bezkrytycznie, czyta "Ostatnią wieczerzę" Przemysław Czapliński.

Tutaj zaś o książce opowiada sam Huelle: "Monsignore w Alei Kaczyńskich" i "Awangardycy kontra prawdziwi mistrzowie".

wtorek, 20 marca 2007, temprana
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2007/03/20 17:32:35
Interesujące. Pozdrawiam.
-
2007/03/20 18:04:05
Dziękuję. :-) Również pozdrawiam.